Link 26.01.2012 :: 09:52 Komentuj (0)
Ma 184 cm wzrostu i waży 69 kg. Całkiem jak ja...
Link 23.01.2012 :: 18:45 Komentuj (0)
Pizga... Pada i wieje...Trzy stopnie, ni zima, ni jesień, wiosna też nie...
Link 04.01.2012 :: 13:58 Komentuj (1)
czytam... piję wino i prowadzę telefoniczne debaty...
jestem szczęśliwy
Link 22.10.2011 :: 21:29 Komentuj (2)
Ciasno, błądzimy. W końcu trafiamy do celu. Orgazm za orgazmem. miłość...
Link 18.09.2011 :: 20:49 Komentuj (4)
Popęd seksualny zagłuszam alkoholem... Pomaga
Link 05.09.2011 :: 21:30 Komentuj (0)
Elfy piękne...wampiry, batmany, czarownice, zakonnice i cała reszta też...
Link 24.08.2011 :: 10:03 Komentuj (3)
Port w Ibizie. Dudni, huczy...Kataramany wolno przypływają, na nich tłumy roznegliżowanej młodzieży, dopijają drinki, nowopowstałe pary całują się, przedsmak nocy, gorącej, dusznej i głośnej....
Ibiza ambiwaletna... Z jednej strony przyjemne w dzień stare miasto, z dumną katedrą i castelem na wzgórzu, ale wszędzie obok bloki, beton i taniocha...no i ten huk.
Huczy od rana, Ibiza słynie z życia nocnego, jakiego pozazdrościć może jej każda metropolia. Na starym mieście kluby są mniejsze, zarówno jazzowe, jak i typowe disko, mieszane towarzystwo, atmosfera nieskrępowanego luzu i przyjemności. Kwintesencję jednak stanowią wielkie hangary, w których co wieczór pod wpływem różnych środków bawi sie kilka, kilkanaście tysięcy młodych przy wtórze najlepszych producentów i djów świata. Plakaty powalają mnogością nazwisk, w poniedziałek ten słynny, we wtorek ten, i tak dzień po dniu...
Wybrałem się na dwie, Kalvin Haris w klubie Amnesia i Kellis w Space. Bilety drogie jak diabli, do tego dojazd taksówką i driny po 20 euro. Koszt eskapady jednego wieczoru to ok. 200 euro. Kalvin nie powalił, szybkie piguły nie pomogły, po półtora godzinie przebywania w towarzystwie kompletnie naćpanych dwudzistolatków wychodzimy z party. Kellis dała czadu, ludzi mniej, bo mniejszy klub, wystrój podobny, bardziej kosmiczny, ale towarzystwo podobne. Po czadowym secie, tranzystorowym, pełnym świetlnych efektów i spontaniczności opuszczam o 4 nad ranem Space.
W pokoju uruchamiam profil, szybko pojawiają się propozycje, właściwie nawet nie wiem czy chce...Lorenzo podjeżdza pół godziny później kabrioletem. Jest niski, w typie zadbanego Hiszpana, dwudniowy zarost, zakola siwych włosów, gadamy, rozmowa szybko staje się miła, nieskrępowana.
Już w windzie widze jego gotowość. Mocno wypchany przypór, całujemy się namiętnie. W pokoju szybko przechodzimy do akcji, po drinku pojawia się biały proszek na stoliczku. Wciągamy po kresce... Głowa staje się lżejsza, ciało łatwe, bardzo długie całowanie, później długie dotykanie, na końcu dlugie zamszyste ruchy, częste zmiany pozycji i tempa... Sex jest niewymuszony, luźny, beż spinania, świeży i odkrywczy, nie wiem czy skończył... jestem mokry, to zimny pot, zakazuje jednak włączenia klimy, puszcza mały wiatraczek, leżymy pijąc drinka, gadamy, jest praktycznie wydepilowany, kępka włosów na przyrodzeniu, reszta, nawet nogi wydepilowane.
Wciągamy kolejną kreskę, znów przechodzimy do akcji, on znów gotowy, pytam czy wziął wiagrę, śmieje się, że nie, że tak go kręce, ale otwiera i daje mi niebiesko-białą tabletkę, biorę pół....Wracamy do akcji, znów mocne całowanie, znów namiętny oral... staje mi, teraz to ja przechodzę do akcji, zmieniam tempo, szybko, wolno, szukam pozycji, patrzę mu w oczy, śmieje się, czemu tak patrzysz? Bo rzadko kiedy zapamiętuje twarze... odpowiadam szorstko, ma orgazm, tym razem widoczny, ewidentny, ja też dochodzę w kolejnej minucie... papieros, łyk wódki z colą...Wciąż mi stoi, jemu również, przechodzimy do akcji zmiana ról, nowe pozycje, mam wrażenie, że odpłyneliśmy, że moje podniecenie nie kończy się z wytryskiem, najśmieszniejsze, że jego również... Na dworze jaśnieje, nie patrzę na zegarek, ale widzę, że czas przestał płynąć, zatrzymał się przy pierwszej kresce, no może po pierwszym strzale nasienia... Kończymy znów prawie równolegle....lezymy zadowoleni, rozmawiamy..
Widzę w rogu karton, na nim piękne damskie botki, Biorę do ręki, pytam,czy jego. Tak, moje, zabiera mi je z dłoni i wkłada na stopy, prezentując piękne wydepilowane łydki... Jest drag quennem, prowadzi lesijski bar na starym mieście. Nie chce byc niegrzeczny, ale chciałbym zobaczyc jego szafę, nie pytam więc, choc ciekawość zżera...
Wciągamy koleje kreski i wracmay do akcji, wciąż podniecienie, wciąż sensulany seks, bez robienia niczego co by sie nam nie podobało...
Telefon wyrywa mnie z tego amoku, My Love się obudził, Jest 8.30 rano, po 4,5 godziny seksulanej sesji czas do domu...Lorenzo odwozi mnie kabrioletem, wiatr we włosach, ibizowy beat w radiu...
Kilka godzin później na lotnisku dostaję smsa
- I want to fuck you more Baby.
- I want too Lorenzo.
Link 12.08.2011 :: 13:53 Komentuj (3)
Link 08.08.2011 :: 23:44 Komentuj (3)
Berlin Tegel, 5 rano, tłumy rozhisteryzowanych Niemców, ja, My Love i dwie wielkie walizki...
Link 21.07.2011 :: 11:37 Komentuj (4)
Berlińska zimno-ciepła noc. Wieje, jakby miało zaraz padać.
Sobota, po shoppingu, za które można wyżywić co najmniej jedną wioskę w Afryce i spaleniu 2 skrętow wybieramy się z W. do miejsca, które cieszy się skrajną opiną zarówno miejscowych, jak i turystów. Tuz przy dworcu wschodnim, na jednej z bocznych ulic znajduje się monumentalny budynek, poprzemysłowy, wysoki i posępny w otoczeniu pustych placów poprzecinanych płotami, a w nim kilka berlińskich klubów, a także pedalska rucharnia. My jednak tym razem nie do rucharni, tylko do klubu. Stoimy w długiej kolejce, która szybko i sprawnie się skraca do wejscia i wydłuża za nami. Obserwujemy ludzi, nie odróżniamy się bardzo, kilka postaci przy wejsciu przeprowadza selekcję, raz wpuszcza, raz nie wpuszcza, czasem wypierdalają pojedyńczą osobę, częściej grupy. Obserwujemy i próbujemy znaleźć klucz do pokrętnej logiki selektora, zważywszy na fakt, że już kiedyś dosięgło nas jego zniszczenie i nie wpuszczono nas do tego klubu. Uspokajamy się wzajemnie. Dochodzimy do wejścia. Przed nami wszystkich wpuszczono, stoimy pokornie, nie prowokujemy wzrokiem, nie wyrażamy emocji, ubermensch selektor pyta ilu nas jest. Odpowiadamy z W. zgodnie zwei. Ubermensch prosi na prawo.
Kurwa, kurwa, kurwa....żdanej dyskusji, żadnego machania ogonem i próśb. Po prostu znów nas kurwa nie wpuścili.
Jebać Bergheim, straciliśmy 40 euro na taksi i czas. Zjebani, zerżnięci przez jebanego ubermenscha bez słowa podjeżdżamy do upadłego Schoneberga, Connection kusi kolorami i złą muzyką. Napierdlalamy się przy barze, W. jak zwykle nawiązuzje znajomości czysto werbalne z podejrzanymi osobnikami. Trochę skaczemy na dancefloor, przy Like a virgin Madonnny napruty do granic kolo zdejmuje majtki i tańczy przedziwacznie wypinając stary zad. Nawet nie jest smiesznie.
Schodzę nja dół, a tam zabawa na całego. Wyrywam kolesia, idziemy do kabiny, jest sling, ale nie mogę ściągnąć rurkowatych spodni, rżniemy się w Michaelem dobrze, w swoim tempie. Po jakaś gadka, pyta jak mam na imię, odpowiadam Rudolf. Jest zdziwiony i dumny, że Polak nosi starogermańskie imię. A ja po prostu pusciłem Rudolf, bo nic mi innego do głowy nie przychodziło.
Do hotelu wracamy nad ranem, My Love śpi przyjemnie lekko, całuje go miło i odpalam kompa. Chciałem zwalić konia, ale jestem tak zjebany, że zasypiam w kwadrans.
I nie lubię okolic dworca wschodniego. Temu miejscu mówię kategorycznie. NIE